I co nie dziwne w tym okresie był okrzyknięty najlepszym surferem w historii. Kontuzja kręgosłupa oraz chęć skupienia się na shape'owaniu spowodowała, że po 1983 roku brał już udział w zawodach tylko okazjonalnie, lecz kto wie co by się działo gdyby mógł dalej surfować z pełną parą. Mark miał także swoją legendarną ksywkę "Ranna mewa" ponieważ podczas ostrych zwrotów wyglądał jak ptak ze złamanym skrzydłem lecący nad taflą wody.
sobota, 5 września 2009
Mark Richards
Przed Kelly'm Slater'em i Tom'em Curren'em... był Mark Richards. Tutuł Mistrza Świata zdobywał 4 razy, ale uwaga - z rzędu! - w latach od '79 do '82 po czym częściowo wycofał się z profesjonalnej kariery by poświęcić się, swojemu ulubionemu zajęciu, shape'owaniu. Jego znakiem rozpoznawczym było i jest logo superman'a z inicjałami MR zamiast S'ki, które od zawsze umieszczał na wszystkich wyprodukowanych przez siebie dechach.
Urodził się w 1957r. w Newcastle w Australii i już od niemowlaka miał kontakt z deskami jako, że jego ojciec miał swój surfshop (jeden z pierwszych w Australii) i oboje rodzice surfowali i spędzali czas na plaży. W wieku 5 lat dostał pierwszą deskę i tak "wpadł". W wieku 13 lat, kiedy to dostał w prezencie elektryczny hebel, zajął się shape'owaniem desek. Jak sam mówi w tamtych czasach, kiedy nie było jeszcze profesjonalnego surfingu, jedyną opcją na życie z surfingu było zahaczenie się w jakiś sposób w branży a shape'owanie sprawiało mu mega frajdę.
Miał okazję i szczęście szlifować swoje deski i umiejętności pod okiem największych autorytetów ówczesnych czasów tj. Tom Parish, Ben Aipa, Geoff Mc Coy, Gerry Lopez a przede wszystkim Dicka Brewer'a. To właśnie miesiąc pracy z nim w 1976 r. dał mu najwięcej, ponieważ mimo tego iż wiedział jak używać wszystkich narzędzi, miał pomysły i plany w głowie to dopiero dzięki technice szlifowania przekazanej przez Brewer'a mógł stworzyć to o co mu dokładnie chodziło. I właśnie dzięki tym sesjom narodziła się w 1977 r. jego tajna broń w walce o przyszłe tytuły mistrza świata - fish z dwoma finami.
Już jako dzieciak zwrócił na siebie uwagę wygrywając seryjnie amatorskie zawody od czasów podstawówki po szkołę średnią. Więc kiedy w 1976 roku ruszył pierwszy profesjonalny tour światowy, zorganizowany przez International Professional Surfers, Mark postanowił spróbować swych sił. I tak do 1979 roku udzielał się w tourze wyrywkowo - bo tylko w swoich ulubionych miejscówkach czyli w Japonii, Australii i na Hawajach, a to głównie ze względu na koncentrowanie się na dopracowaniu swojego "twin fin'a". Mark doprowadził ten kształt do perfekcji co pozwoliło wynieść surfing na kolejny poziom zaawansowania. Według Shaun'a Thompsona - mistrza świata 1977 r. - ta deska rozpoczęła erę szybkości w surfingu. Opanowanie tej deski zapewniło mu w 1979 tytuł mistrza świata, którego nie oddał przez kolejne 4 lata.
I co nie dziwne w tym okresie był okrzyknięty najlepszym surferem w historii. Kontuzja kręgosłupa oraz chęć skupienia się na shape'owaniu spowodowała, że po 1983 roku brał już udział w zawodach tylko okazjonalnie, lecz kto wie co by się działo gdyby mógł dalej surfować z pełną parą. Mark miał także swoją legendarną ksywkę "Ranna mewa" ponieważ podczas ostrych zwrotów wyglądał jak ptak ze złamanym skrzydłem lecący nad taflą wody.
Mark mieszka wciąż na złotym wybrzeżu Australii w Newcaste wraz z żoną i trójką dzieci. Jest również gospodarzem 4 gwiazdkowych zawodów WQS "Mark Richards Pro" w swoim rodzimym mieście. Przejął po ojcu surfshop gdzie sprzedaje także deski swojej produkcji, które możecie obejrzeć na jego stronie www.markrichardssurfboards.com
I co nie dziwne w tym okresie był okrzyknięty najlepszym surferem w historii. Kontuzja kręgosłupa oraz chęć skupienia się na shape'owaniu spowodowała, że po 1983 roku brał już udział w zawodach tylko okazjonalnie, lecz kto wie co by się działo gdyby mógł dalej surfować z pełną parą. Mark miał także swoją legendarną ksywkę "Ranna mewa" ponieważ podczas ostrych zwrotów wyglądał jak ptak ze złamanym skrzydłem lecący nad taflą wody.
Subskrybuj:
Komentarze do posta (Atom)





Brak komentarzy:
Prześlij komentarz